Kebab w Berlinie
dnia 13 listopada 2009, o godzinie 01:38:12 (L1) /
No więc w ramach wolnego wieczoru postanowiłem wybrać się na kebab do Berlina. Okazało się że Kacper jest wolny i chętny, więc zanim przyjechał skoczyłem kupić trochę euro i fru, pojechaliśmy. Tuż za Szczecinem okazało się, że mgła jest taka że nie warto ryzykować ("Zostaw syntetyk! Ratuj życie!" - Z.F. Skórcz) więc w Kołbaskowie zawróciliśmy.
Skoczyliśmy do Dąbia z zamiarem zajścia po Leona i skoczenia nad jezioro, ale Leon wietrzył jaja w łóżku (nie zmyślam, sam tak mówił) a miejska plaża była zamknięta więc nie było gdzie moczyć nóg.
Powstał więc pomysł: robimy ognisko, jak ognisko to kiełbaski, jak kiełbaski to sklep, a jak sklep o tej porze to Tesco na Pomorzanach. Zrobiliśmy zakupy, ale skoro już byliśmy w markecie to kupiliśmy też węgiel, tacki do grilla, siano dla gryzoni, blok techniczny, nóż do tapet i pastę do butów w płynie (no, ten wynalazek do butów zamszowych). Pojechaliśmy pod most kolejowy w porcie, Kacper z tacek i znalezionych cegieł zrobił grilla, rozpaliliśmy go sianem i nałożyliśmy kiełbaski. Potem wyciąłem szablon i pastą do butów nałożyłem na filar - a co. Pierwszy w życiu!
Zjedli kielbaski, ugasili grilla, reszte siana spalili na wodzie, namalowali ta nieszczesna pasta jeszcze jakies bzdury i pognali do domu. I zdjecie ladnie mgle oddalo, o.
Następnym razem już prosto z górki: -Jedziemy na kebab do Berlina? -OK, pod którym mostem?
Hm
dnia 06 września 2009, o godzinie 11:23:44 (L1) /
A więc siedzę sobie tego pięknego poranka przed komputerem popijając mleko z miodem, i myślę o dwóch ważkich sprawach.
Pierwsza to to, że chyba najlepszy aspekt posiadania mikrofalówki to fakt, że można podgrzać sobie mleko tak po prostu, bez myśli o szorowaniu potem przez pięć minut garnka.
Oglądam też różne dema z tegorocznego breakpointa - i przyszło mi do głowy że przecież kiedyś tak strasznie gardziłem filmami i innymi wypocinami głównego nurtu, a teraz - za sprawą kontaktu z innymi ludźmi - jakoś tak wyszło że je oglądam. He, czasy.
Nanananana
dnia 17 sierpnia 2009, o godzinie 15:00:05 (L1) /
Góry
dnia 08 sierpnia 2009, o godzinie 22:23:15 (L1) /
A wiec gory: w gorach najbardziej lubie chodzenie po szczytach. Chociaz wspinanie wraz z calym niepotrzebnym brudem i potknieciami jest najmniej fajna rzecza w calej wyprawie, wjazd uwazam za srogie oszustwo. Juz chodzac z malym plecaczkiem, zamiast taszczac swoj dobytek na plecach, czulem sie dostatecznie oszustem.
W zyciu chyba tak samo.
Oraz smakiem tego lata ogłaszam Tymbark jabłkowo miętowy, w formie poręcznego litrowego kartonika z zakrętką.
Wieczór w samym środku lata
dnia 02 sierpnia 2009, o godzinie 21:49:11 (L1) /
Zastanawiam sie, czy to miasto ma kaca razem ze mna. Jest dzis takie ciezkie i przegrzane. Swiatla z oddali faluja, znieksztalcane temperatura. Miasto zyje tego wieczoru jakby ciszej, powolniej. Trzezwieje.
Tak.
dnia 15 lipca 2009, o godzinie 23:46:55 (L1) /
No więc mam wolny wieczór, więc zacząłem od sprawdzania na Google Earth długości dzisiejszej trasy rowerowej i skończyłem na sprawdzaniu cen bietów do Bangalore i Ekwadoru. Oba są trochę drogie (odpowiednio 2000 i 3500) więc jeszcze się pewnie będę musiał trochę wstrzymać ;)
Z drugiej strony, prosi się zrobić małą wycieczkę dookoła świata. Zastanawia mnie za ile możnaby oblecieć świat dookoła, nawet jeśli miałoby to być z pięćdziesięcioma przesiadkami. No, dobra, żarty na bok, moje robienie rzeczy tego typu przypomina mi Doktora z Skieroławek, który co roku wyrabiał sobie paszport szykując się na wielką podróż.
Jeśli natomiast chodzi o zapuszczanie korzeni, to uprzejmie donoszę iż jak na razie udało mi się wyspać na Arkońskim około dwóch razy. O piątej rano zaczyna się czyszczenie ulic, co przy słońcu świacącym wściekle przez okno powoduje syndrom ciągłej zmiany boku. Dziś z kolei trochę później zaczęły jeździć kosiarki - przy czym mówiąc "kosiarka", nie mam na myśli tego nieszkodliwego urządzenia używanego na Majowym, które może najwyżej spowodować chwilowe podniesienie lewej powieki. Miałem wrażenie, że dookoła bloku lata samolot odrzutowy. Po wyjrzeniu na zewnątrz, okazało się że nie byłem daleki od prawdy - kosiarka która jeździła pod blokiem przypominała krzyżówkę czołgu z kombajnem. Dziwne, że nie wyrzucała sprasowanej trawy w kostkach. Oraz ciekawe czy miała klimatyzowaną kabinę.
Coś dziwnego wisi w tym osiedlu, Gosia musiała dziś wstać wcześnie rano i zauważyła że tutaj nikt nie wyjeżdża autami w godzinach, kiedy na normalnych osiedlach ludzie jeżdżą do pracy. Rano służby porządkowe, a potem przejmujący spokój.
Do tego, okazało się że nie będę chyba kierowcą. Za każdym razem kiedy wsiadałem za kółko w godzinach innych niż nocne, wracałem podenerwowany i utrzymywało mi się przez resztę dnia. Pojechałem więc na Majowe autobusem, i wszystko było takie proste, i miałem nagle godzinę samotności przeznaczoną na myślenie. Samochód to zło.
Nie lubiłem studiowania
dnia 08 czerwca 2009, o godzinie 18:53:21 (L0) /
Sprzątam w mieszkaniu po swoim studiowaniu i znalazłem kopertę która, jak mi się wydaje, dobrze odzwierciedla końcówkę technikum: w środku pismo od Wydziału Elektrycznego mówiące, że przyjęli mnie "za darmo" oraz mocno pogięty kartonik mówiący o promocji Absolwenta.
Praca czyni wolnym, c'nie?
dnia 18 maja 2009, o godzinie 17:50:01 (L0) /
Czasem nawet daje sie na chwile wciagnac w atmosfere robienia startupu, chociaz innowacji to ja w swojej pracy nie widze. Ale kiedy widze takie wiadomosci na firmowym chacie, mam przed oczami projekcje komiksu z Asterixem w Egipcie i kolesia poganiajacego niewolnikow:
Bloguje z siemensa C55!
dnia 08 maja 2009, o godzinie 09:29:33 (L1) /
Takie dni musza sie zdarzyc raz na jakis czas, zeby zachowac rownowage rzeczy. Najpierw ten Kudlaty i Grzesiek ktory sie powiesil, potem trzy godziny wzajemnego wkurwiania sie na siebie na fusze-ktora-przeciagnela-sie-do-miesiaca, w drodze powrotnej agresywny gowniarz i czlowiek potracony przez tramwaj, Feuer wyrastajacy spod ziemi i pokazujacy biuro, i Szymon ktory zatrzymal przy nas samochod, juz nie dziwili. Dowiedzialem sie ze wycieczka za moimi plecami zrobila sie dzien dluzsza, a w pracy oczywiscie wszystko padlo dokumentnie przed samym koncem. Teraz czekam na wypadek autobusu badz, jesli dojade, na Gosie oznajmiajaca mi ze nie wiem czy slyszalem, ale wlasnie zmienila chlopaka.
EDIT: Po dojechaniu okazalo sie ze to byl koniec zlego dnia. Poszlismy do macdonalda, zjadlem cztery pozywne cheeseburgery, wrocilismy do domu i bylo milo. A dzis znalazlem fajny sposob na blogowanie z komorki ;)
Takie pytanie muzyczne
dnia 15 marca 2009, o godzinie 13:26:44 (L0) /
Czy jeśli zespół pochodzi ze Szczecina, i chce grać coś podobnego do metalu, zawsze musi być to jednakowo brzmiący metalcore?
Ostatnią pozytywną odmianą było chyba Ymadło, ale to rok 2003. Teraz tylko Angelreichy, Godsendy i inni kseroboje.
O tym, jak się zgubiłem
dnia 07 marca 2009, o godzinie 09:08:26 (L1) /
A więc weekend: weekend, proszę państwa, kompletnie mnie zaskoczył. Miał być czwartek, kiedy nagle okazało się że Kmieciu pijany a Gosia w Gryficach. Trzeba przyznać, że gubienie się to ostatnio moja specjalność, jak również że wczoraj nie przyjąłem swojej dziennej dawki kofeiny, bo jedna kawa się nie liczy, kawa w ogóle się nie liczy, mam wrażenie że kawa ma tylko smak.
Zgubiłem się więc w czasie, w piątkowy wieczór ciesząc się że postawiłem LDAP, łamiąc głowę jak ów LDAP działa i omawiając szczegóły wycieczki do Stanów (która to wycieczka, nawiasem mówiąc, wyniesie mnie nieco zbyt dużo). Ponadto zachorowałem wczoraj na samochody marki Mercedes, z wyglądu - uosobienie niemieckiego kunsztu artystycznego (jakkolwiek głupio nie brzmi "Niemcy" i "artystyczny" w jednym zdaniu; strasznie rozbawił mnie ostatnio zasłyszany fakt: w Monachium mieścił się ważny przez długi czas w zakresie ogólnoeuropejskim ośrodek artystyczny) i niemieckiej subtelności (pomyśl o tym pornosie w bawarskiej chatce, gdzie pan Niemiec wkładał pani Niemce puszkę coca-coli tam, gdzie puszek zasadniczo się nie umieszcza).
Prócz tego - nie mam życia, a za chwilę sprawdzę czy dobrze mi się wydaje że zaczyna mijać rok od czasu zestawu różnych wydarzeń które doprowadziły do tego, że zaczęliśmy się z Gosią spotykać.
Wesele
dnia 15 lutego 2009, o godzinie 22:15:16 (L1) /
"Bylo git. Kultura. Na koniec Jura pil wode z duzego wazonu i mowil mamie pazdziocha ze to biopaliwo." - Leon o tym co sie dzialo w ciagu ostatnich 30 minut jego wesela, kiedy mnie juz nie bylo.
Oraz: piosenka dnia - przypomnialo mi sie ze cos takiego istnialo. Wbija sie w glowe.
Bo widzisz,
dnia 04 lutego 2009, o godzinie 23:57:09 (L1) /
Są całe klasy rzeczy których człowiek nie powinien robić kiedy ciałem, czynami i myślami jest w trzech różnych miejscach. Na przykład, nie powinien prowadzić samochodu kiedy ciałem jest na siedzeniu kierowcy, czynami - dwadzieścia do trzydziestu metrów przed ciałem, a myślami w jakiejś abstrakcyjnej, ale przygnębiającej pustce. Inny przykład: nie powinno się aktualizować oprogramowania dwustu klientów będąc ciałem na kanapie, czynami w Michigan, a myślami w jakiejś abstrakcyjnej, ale przygnębiającej pustce. Popełniłem dziś oba te błędy, z samochodu wyszedłem cało zarówno ja jak i reszta wszechświata, z aktualizacji również cało wyszedłem ja, cało wyszedł wszechświat, a nawet oprogramowanie po całym dniu pracy okazało się nietknięte - do tego stopnia, że w starej wersji.
Ojej, nie jestem gentlemanem!
dnia 25 stycznia 2009, o godzinie 10:28:53 (L0) /
Wczoraj na kawalerskim Leona, podeszliśmy do baru, czekaliśmy w kolejce i podeszła do nas jakaś panienka pytając czy możemy ją wpuścić. Leon oczywiście od razu się zgodził, więc wytłumaczyłem jej że zasadniczo to jestem seksistą, ale ponieważ dziś rządzi kolega, wpuściłem ją. Pani odpowiedziała jakąś straszną groźbą w stylu tego, że zaraz cały Hormon będzie o tym wiedział. Ojej!
Łódź
dnia 20 grudnia 2008, o godzinie 18:20:04 (L0) /
Wczoraj byłem z Zienkiem i Horacym w Łodzi. O ile Gdańsk to całkiem ładne miasto umarłych, Łódź wygląda jakby ktoś na całe miasto narzygał Golęcinem, Stołczynem i Skolwinem, a w środku odnowił kilka slumsów i nazwał je ulicą Piotrkowską. Z domów odpada tynk, wszystko jest brudne i obskurne, a po ulicy strach przejść.
I trudno się dziwić że polskie filmy takie smutne, skoro właśnie tam uczą ludzi którzy je produkują.
Cytując znanego telegrafistę Horacego, teraz nie mam wątpliwości że nie jest najgorzej mieszkać w Szczecinie.
Cytat dnia
dnia 07 grudnia 2008, o godzinie 23:54:59 (L0) /
HoRacy: tak w ogole wertujac moje lastfm mozna dojsc kiedy uprawiam seks
SMS od Kinkyego
dnia 04 grudnia 2008, o godzinie 19:10:06 (L1) /
Rozkmiń sytuację. Podchodzi do nas koles do stolika w szmacie. Sorry, czy tu gdzies z wami siedzi w bluzie z napisem wszyscy umrzemy? No, to ja Sorry, pozyczysz lufke na chwile, zajaramy holendra. Dwie lufki potem pisze tego esa.
Leon powiedzial
dnia 02 grudnia 2008, o godzinie 12:05:23 (L0) /
To bedzie male wesele, tylko rodzina i okoliczni menele
Witajcie w erze ślubów
dnia 28 listopada 2008, o godzinie 17:02:58 (L1) /
Już podpisywałem się pod tekstem Zuzanny o weselach i związkach, już czułem się częścią nowego pokolenia, nie JP2 ani MP3, pokolenia które nie potrzebuje się pobierać, gdy okazało się że przyszły rok ślubami stoi.
Pierwszy Kornik, jeszcze trzy dni przed Sylwestrem, Leon w Walentynki i kuzynka w lipcu. Nagle, all of the sudden. W czasie kiedy czytałem notkę Zuzy, dziwiłem się Gosi mówiącej że w Gryficach wszyscy się pobierają. A teraz i na moich znajomych przyszło, jakiś taki czas.
Muszę znaleźć sobie młodszych znajomych ;)
Ping
dnia 06 listopada 2008, o godzinie 00:45:20 (L1) /
Ja bardzo przepraszam, jeśli ktoś lubi te bzdury czytać tak, że nie może się doczekać następnego wpisu, ale wpis żaden się nie zapowiada ponieważ: mało mnie interesuje szkoła, trochę czytam, trochę piję, trochę się nudzę, i nie robię żadnego zlecenia, znalazłem sobie nawet na chwilę nowe hobby, ale wszystko co robiłem nie było ani trochę liryczne, a na pamiętnikarstwo nie mam aktualnie ochoty. Państwo wybaczą, trafiła się kolejna jesień nieinspirująca do opowiadania o swoim domniemanym nieprzystosowaniu do życia z ludźmi.

